Sparaliżowany od 5 lat kielczanin przeszedł we wtorek operację wszczepienia komórek glejowych. To druga taka operacja w Polsce.
Metoda opracowana przez lekarzy z Kliniki Neurochirurgii Akademii Medycznej we Wrocławiu to ogromna szansa dla osób na wózkach. Do przeprowadzenia takiej operacji wrocławski zespół przygotowywał się 4 lata. Pod koniec czerwca zoperowano tam pierwszego pacjenta z przerwanym rdzeniem kręgowym. Półtora miesiąca później, w poniedziałek 18 sierpnia Krzysztofa Pietrzyka z Kielc. Operacja trwała 12 godzin.
PRZYKUTY DO WÓZKA
Krzysztof był studentem, gdy uległ wypadkowi motocyklowemu 5 lat temu, zmiażdżony rdzeń kręgowy przykuł go do wózka. To jego mama Maria, która jest pielęgniarką znalazła informacje o przeszczepach komórek glejowych, które mogą być szansą na przywrócenie władzy w nogach syna. Zaczęła starania o to by syna zakwalifikowano do zabiegu. Krzysiek miał tę przewagę, że jest młody i w dobrej kondycji fizycznej. To dlatego po ostrej selekcji dokonanej przez prof. Włodzimierza Jarmundowicza został zakwalifikowany do zabiegu, jako jedna z czterech osób w Polsce.
Unikalna operacja zaczyna się od wyhodowania węchowych komórek glejowych (GKW). Bo chociaż uszkodzenia centralnego układu nerwowego są nieodwracalne, to właśnie komórki glejowe znajdujące się w nosie są jedynymi z układu nerwowego, które potrafią się odrodzić. Sprawdzono to eksperymentując na zwierzętach - sparaliżowane szczury z przeciętym rdzeniem, którym wszczepiono GKW, odzyskiwały zdolność poruszania się.
Operacja zaczyna się od pobrania błony węchowej z nosa. Z wyizolowanego z niej nabłonka hoduje się glejowe komórki węchowe. Trwa to kilka tygodni. W trakcie poniedziałkowej kilkunastogodzinnej operacji lekarze wykonali ponad 100 iniekcji do rdzenia. Za każdym razem wstrzykiwali około 25 tys. komórek węchowych, które mają stymulować odtworzenie rdzenia nerwowego.
CZEKAMY Z NADZIEJĄ
- Krzysiek wybudził się, ale jest osłabiony po tak długim zabiegu - powiedziała nam wczoraj jego mama, która we wrocławskiej klinice nie odstępuje syna na krok.- Na wyniki zabiegu trzeba czekać, jak powiedzieli lekarze od 3 miesięcy do dwóch lat. Jesteśmy dobrej myśli.
Jedyne co spędza sen z powiek mamy i syna to pieniądze. Operacja była kosztowna, teraz potrzebna jest rehabilitacja a każdy jej miesiąc to wydatek 7 tys. zł. Pomocą w zbieraniu środków na operację pomagał Krzyśkowi i jego mamie Zespół Szkół Budowlanych nr 1 w Kielcach, w którym pracuje pani Maria. Fundacja Dla Rozwoju Chirurgii udostępniała swoje konto. - Wierzę, że ofiarodawcy się znajda, bo NFZ pokrywa tylko niewielką część potrzeb - mówi Maryla Gładysz, dyrektor szkoły.
Czy człowiek z przeciętym kręgosłupem będzie mógł chodzić? Od czterech lat pracują nad tym wrocławscy lekarze. W czwartek przeprowadzili pierwszą w Polsce operację przeszczepienia do rdzenia kręgowego komórek nerwowych pobranych z nosa.
- Pojawiła się nadzieja dla osób na wózkach inwalidzkich, wobec których medycyna dotąd była bezradna - mówi prof. Włodzimierz Jarmundowicz z wrocławskiej Kliniki Neurochirurgii AM, który kieruje programem badawczym.
Młodemu wrocławianinowi cztery lata temu przecięto nożem rdzeń kręgowy. Został sparaliżowany od pasa w dół. Od tego czasu porusza się na wózku. Do operacji został wybrany m.in. ze względu na młody wiek i dobry ogólny stan zdrowia. Po selekcji odpadło 50 innych pacjentów, którzy wcześniej uczestniczyli w programie badawczym kierowanym przez profesora Jarmundowicza.
Naukowcy pokładają dużą nadzieję w glejowych komórkach węchowych (GKW), które występują w błonie śluzowej nosa. Ich budowę poznano już pod koniec XIX wieku, ale długo nie znano ich funkcji. Dopiero badania prowadzone w latach 80. przez prof. Geoffreya Raismana z National Institute for Medical Research w Londynie wykazały, że są one odpowiedzialne za regenerację nabłonka węchowego. Nabłonek, który pozwala nam odróżniać zapachy, ulega ciągłemu niszczeniu z powodu urazów i stanów zapalnych, ale regeneruje się w ciągu kilku tygodni właśnie dzięki GKW.
- Uszkodzenia centralnego układu nerwowego są nieodwracalne - mówi prof. Jarmundowicz. - Tymczasem okazało się, że komórki glejowe w naszych nosach to jedyna część układu nerwowego, która potrafi się odrodzić. Sparaliżowane szczury z przeciętym rdzeniem, którym wszczepiono GKW, zaczynały znów wspinać się na kratki.
Niezwykłą właściwość komórek z nosa próbuje się wykorzystać do regeneracji zniszczonych włókien rdzenia kręgowego. To szansa dla osób z całkowicie uszkodzonym rdzeniem, m.in. dla ofiar wypadków samochodowych czy skoków do zbyt płytkiej wody.
- Co roku w Polsce z tego powodu 700 osób trafia na wózki inwalidzkie. Dotąd nie było skutecznego sposobu na przywrócenie im czucia i funkcji ruchowych. Dordzeniowa transplantacja glejowych komórek węchowych to przełom w neurochirurgii, który jest pewną nadzieją dla sparaliżowanych. Takich jak nasz pacjent - mówił nam wczoraj profesor godzinę przed operacją.
26-latkowi najpierw pobrano błonę węchową z nosa. Wyizolowano z niej nabłonek, który posłużył do hodowli GKW. Materiał do przeszczepu to mieszanina komórek wyhodowanych w ciągu ostatnich tygodni oraz komórek zamrożonych dwa lata temu i teraz rozmrożonych. Wczoraj podczas wielogodzinnej żmudnej operacji, w której brało udział siedmiu lekarzy, pacjentowi wykonano 120 iniekcji do rdzenia. Każda zawierała około 25 tys. komórek węchowych, które mają stymulować neuroregenerację. Jednak dopiero po roku okaże się, czy mężczyzna będzie mógł poruszać nogami.
Operację poprzedziły cztery lata badań prowadzonych przez naukowców z Kliniki Neurochirurgii Akademii Medycznej oraz z Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu. W eksperymentach in vitro, na szczurach oraz na nabłonku węchowym pobranym od zmarłych dawców organów udało się opracować metodę pobierania, selekcji i namnażania komórek, które przeżywały potem w rdzeniach nerwowych. Sprawdzono także ich bezpieczeństwo: nie powodowały u zwierząt guzów ani stanów zapalnych.
- To rzecz całkowicie eksperymentalna - mówi prof. Jarmundowicz.
Dotąd zrobiono trzy takie operacje w Melbourne, nie podano jeszcze ich wyników. Podobne operacje, ale trochę odmienną metodą, wykonano w ostatnich latach w Lizbonie i Londynie, ale i tam dopiero obserwuje się ich wyniki.
- To długotrwały proces - mówi profesor. - Jesteśmy dopiero na początku drogi.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław